środa, 21 grudnia 2016

Nowy Jork!

Do Nowego Jorku lecieliśmy z San Jose przez Dallas. Loty samolotem są tańsze, kiedy pośrednie. Bezpośredni lot jest zawsze nieco droższy. Lot mieliśmy wcześnie rano, dlatego, że dotarcie samolotem do NYC zajęło nam około osiem godzin. Nasz samolot lądował na lotnisku Newark w New Jersey. Za raz po tym jak wylądowaliśmy, z lotniska odebrał nas taksówkarz - miły Turek, którego akcent i ogólnie język angielski wołał o pomstę do nieba. Ale cóż, przynajmniej było śmiesznie. Owy Pan był bardzo przyjazny, miły i rozgadany.
Zatrzymaliśmy się w New Jersey i aby tam dotrzeć, musieliśmy przejechać przez Brooklyn Bridge! To było niesamowite. Pierwszy raz w życiu nie tylko widziałam most Brookliński ale i nim jechałam. Mieszkanie wynajmowała nam miła Pani, której język jednak też nie był najlepszy i zbyt twardy. No cóż.




Od razu wzięliśmy pociąg i pojechaliśmy na World Trade Center. Dookoła Memorialu 9/11 stało uzbrojone wojsko. Nie dziwiło mnie to.









Widać było i czuć, że miejsce to jest bardzo sentymentalne i emocjonalne dla Amerykanów. W tym miejscu każdy popada w zadumę i zamyślenie. Jest to miejsce smutne, spokojne i otoczone melancholijną aurą. Jeden z trzech wieżowców został odbudowany a w miejscu dwóch pozostałych stoją specyficzne fontanny, których "ramki" tworzą tablice, wypisane nazwiskami ofiar tej tragedii. Na tych właśnie tablicach znalazłam siedem nazwisk Polaków.

Prosto z WTC udaliśmy się na Liberty Island by zobaczyć Statuę Wolności. Przeszliśmy się pieszo, mimo, że od WTC do Wyspy trochę się szło. Okazało się też, że ktoś zostawił u nas w mieszkaniu dwa City Passy! Co to znaczy? To znaczy, że ktoś wykupił dwa "zbiory biletów" na wszystkie atrakcje NYC za jakieś 100$ i po prostu je zostawił. Pani, która wynajmowała nam mieszkanie powiedziała, byśmy je sobie wzięli. I tak oto dostaliśmy się m.in na Liberty Island i Empire State Building za darmo! ;)





Darowaliśmy sobie wspinaczkę na ową Statuę, ponieważ chętnych było zbyt wiele, były zbyt duże tłumy a Pani, która właśnie wydostała się z wnętrza Statuy, powiedziała nam, byśmy dobie darowali, bo wejście na górę w tym tłumie zajęło jej 3 godziny. Ups.

Kupiłam więc pamiątki i udaliśmy się z moim towarzyszem podróży z powrotem do NYC. 

Kolejnego dnia udaliśmy się pociągiem znów na WTC, ponieważ stamtąd można było łatwo "odbić" metrem na inne obszary NYC. Nowojorskie metro to dla mnie absolutna masakra. Duszno, gorąco i niesamowicie tłoczno. Poruszanie się metrem było dla mnie udręką. Jechaliśmy oczywiście na Times Square.








Kolejnego dnia poszłam do Whole Foods i akurat trafiłam na promocję - organiczne hamburgery za 5$. Oczywiście, że musiałam jednego zjeść. Podeszłam więc do lady i przed moim nosem stał ekran dotykowy. Niesamowita rzecz, ponieważ wystarczyło dla mnie wybrać sobie rodzaj kotleta (organiczna wołowina, indyk lub burak) oraz dodatki, rodzaj bułki (bezglutenowa, pszenna, grahamka), rodzaj sosu, napój, zapłata. Potem otrzymywałam papierem z numerkiem i czekałam aż owy numerek zostanie wymówiony, wtedy podchodziłam do miłej Pani i odbierałam posiłek. Odżywiam się zdrowo i organicznie, więc ostatni raz hamburgera jadłam kilka ładnych lat temu. Ten nie dosyć, że był pyszny to jeszcze zdrowy i przygotowywany na oczach klientów więc każdy widział proces powstawania jego dania.

Kolejną atrakcją był Brooklyn Bridge. Weszłam na niego o zmroku, zeszłam nocą. Co mogę powiedzieć to to, że nocą wygląda on niesamowicie.







Ostatnim zwiedzonym przeze mnie miejscem były: Central Park, Nowojorska, sławna Biblioteka oraz Empire State Building. Widoki, jakie można ujrzeć z tego wieżowca są niesamowite i zapierają dech w piersi.











Central Park jest ogromnym parkiem. Udaliśmy się tam na cały dzień. Spacerowałam i podziwiałam wszystko dookoła. Ludzie przychodzą tam by pograć w siatkówkę, pospacerować z psami lub po prostu rozłożyć koc i zrelaksować się. Niezwykle spokojne, ale i niestety zatłoczone miejsce. Jest jednak tak spore, że bez trudu można zaznać nieco prywatności.

Nadszedł dzień mojego wylotu do Polski. Leciałam liniami Air France, przez Paryż. Byłam stęskniona. Z jednej strony tęskniłam za domem, z drugiej za Ameryką. Spełniłam swoje największe, życiowe marzenie. Byłam tutaj. Byłam w Ameryce. Przeżyłam to. Przeżyłam cudowną przygodę, poznałam cudowne osoby i widziałam miejsca, które na zawsze zapadną mi w pamięć. Wracając, siedząc w samolocie, czułam się na prawdę szczęśliwa. Wracałam do domu, przy sobie mając zdjęcia, pocztówki i mnóstwo innych pamiątek, które ledwo zmieściłam do torby. Obiecałam sobie, że wrócę do USA. Muszę zobaczyć Florydę, Bahamy i Kubę.



'They say we can't stay in America,
You can be free in America.'

niedziela, 27 listopada 2016

Monument Valley

Po spędzeniu całego dnia w Wielkim Kanionie, wyruszyliśmy do Monument Valley. Miejsce to od razu podbiło moje serce. Miejsce to jest majestatyczne, niezwykłe, piękne.







Czerwony piasek oraz skały z czerwonego piaskowca to niesamowite widoki, które jak dotąd widziałam tylko na filmach o Indianach. Dolina jest gorąca i nie radziłabym wychodzić z samochodu bez okrycia głowy i okularów przeciwsłonecznych. Kolory żywe, nasycone. Fantastyczne kontrasty. Marzenie nie jednego fotografa. Ale Monument Vallley to nie jest zwykły Park Narodowy. To rezerwat Indian, Navajo, święte miejsce, w którym rodziny indiańskie mieszkały od pokoleń, a poznawanie ich kultury i obyczajów jest równie przyjemne i tajemnicze jak zwiedzanie zabytków doliny.




Po Monument Valley najlepiej poruszać się samochodem terenowym z napędem na cztery koła. My podróżowaliśmy Mercedesem i było to dosyć męczące. Piasek, wyboje, pagórki nie sprzyjały naszemu biedakowi. Samochód taki można wypożyczyć u Indian, tuż obok Visitor Center. Swoją drogą, w owym Visitor Center można zakupić oryginalne, skórzane łapacze snów. Są one jednak niesamowicie drogie. Można też zamówić coś w niewielkim barku, wyjść na taras widokowy i zajadać, podziwiając wielkie skamieniałości w oddali. 

Konie w Monument Valley także są atrakcją. Fotografować je można za niewielki napiwek, choć jeśli się go nie podaruje, nikt nas raczej nie zbeszta. Ja byłam po prostu miła i zostawiłam Indianom dolara w zamian za kilka zdjęć.






Na koniach można też odpłatnie się przejechać, jednak ja odpuściłam sobie taką formę rozrywki. Gorąco, tłumy oraz zmęczenie ciągłym bagażem na grzbiecie w postaci uradowanego, podnieconego turysty, zdecydowanie działa zwierzakom na niekorzyść.


Wielki Kanion Kolorado

Las Vegas to doskonałe miejsce, z którego można wyruszyć w podróż do Wielkiego Kanionu, Kanionu Antylopy, Navajo czy Monument Valley. Bardzo chciałam zobaczyć Kanion Antylopy, jednak okazało się, że nie można się tam dostać innym sposobem niż busem turystycznym, który trochę kosztował. Pech. Ale za to Wielki Kanion i Monument Valley zostało zobaczone.

















Zdecydowanie, robi wrażenie. Widoki są piękne, jest też deptak, którym można spacerować i podziwiać krajobraz kanionu. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec rzekę Kolorado. Nie polecam jednak tego, co robi większość brawurowych turystów - zdjęcia na samej krawędzi. Wielu turystów straciło w ten sposób życie. Sama próbowałam, choć nie tak odważnie jak inni. I serio, bałam się. Bo nie dosyć, że mam lęk wysokości to jeszcze wiatr było dosyć mocny. 






Kanion ten jest jednym z najbardziej interesujących miejsc Ameryki. Został wpisany na listę dziedzictwa UNESCO jako najbardziej spektakularny przełom rzeki na świecie. Warto odwiedzić owy Kanion także po to by przekonać się jak niezapomniane wrażenia wywołuje tak monumentalne dzieło przyrody. 

Kanion jest ogromny. Można wpatrywać się w jego otchłań godzinami i nie mieć nigdy dosyć. Jego ogrom i intensywne, acz naturalne kolory, są niezwykle urokliwe. Widywałam wcześniej miliony zdjęć tego miejsca, ale nic nie zastąpiło mi widoku Kanionu na żywo.